Słońce, deszcz, ulewa, słońce, churno. Ta pogoda mnie dobija.
Pocieszyć się można, że nie pada dziś śnieg <lol>
Kończy się fajny czas.
Na grypowym 5 dni w domu
Puste otoczenie całe 10 dni
Jutro muszę pełznąć do pracy
Wieczorem wroci domownik.
A tak było fajnie
Spanko, kawa, spacer. No po za smarkaniem i cherkaniem, to mało fajne.
I udało się opanowałam się w jedzeiu ciach. Słodkie już mnie tak nie wciąga.
I spodnie zlatują.
A ja czuję się lepiej.
No dzisiaj Jutro poczuję się gorzej, już o 6 rano.
Dlaczego lenistwo jest takie fajne.
Muszę sie go pozbyć.
I ku czci narodu chodzić do pracy by ......... by ....... by kiedyś spieprzyć z tego kraju.
zaniedbany opuszczony
taki los spotyka mojego bloga
nie potrafię oststnio pisać i myśleć, że ktoś podkrada moje myśli
podkłada pod kogoś innego
miała zprywatyzować bloga ale jaki to by miało sens
normuje swoje życie
nie jest łato bo ciągle łapię dołki,
mam wrażenie, że jestem jak takim małym Syzyfkiem, wpycham swoją kólkę pod górę i jak już myślę, że zaraz osiągnę cel, diabelstwo stacza się w dół.
I ciągle się zbieram.
Turlam moje ustrojstwo.
Już nie patrzę na innych.
Nie przeżywam innych radości.
Szukam swoich.
Czasem w cieniu lepszych ode mnie
Ale nie poddaje się
Walczę i żyję.
Idiotycznej Bajce.
Sama sobie jak zwykle wynajduję dołki.
Jakaś dziwna moc każe mi gniewać się na, to co mnie otacza.
Chciałaby cieszyć się życiem.
Odbić się.
Ale nie potrafię.
Zawsze znajdę coś co mi przeszkodzi.
A ostatnio nie szukam niczego. Najchętniej zaszywam się w domu. Albo idę na spacer.
Nie odzywam się do znajomych. Nie odpowiadam na smsy.
Na spotkania z nimi idę ale na trochę.
Głupio mi przy nich.
Każdy coś osiąga. Ma cele.
A ja jak dupa wołowa.
Nic.
Może i mam cele. Ale nie potrafię do nich dojść.
Odpuszczam.
zadziwiające jest, że nie patrzę na rzekę z podziwem, że płynie.
Zlości mnie czas przemijający.
Złoszczą mnie sukcesy innych.
Wolę być nie pytana "co u mnie" i dlatego wolę zostać w domu.
i niczego nie tłumaczyć.
poprostu sobie gnić
O cały miesięc nie pisałam.
Ups.
Czasu czasem chęci zabrakło.
Czas leci szybko.
Jak cholera. Za szybko.
Już po wyprawie do Bawarii.
Teraz żyję wspomnieniami.
Teraz okrywam się arstwami bo zimno się zrobiło.
Wieje.
A mnie ciągnie na spacery.
Mimo, że zimno, mimo, że trochę marudzę, to lubię spacerować gdy wieje, gdy zimno.
Powietrze ma w tedy taki znajomy zapach.
I jakoś myśli bardziej pozytywne, niż w tedy gdy świeci słońe.
Wiem dziwna jestem.
Już mi pan P. to powiedział.
Nie rozumiał jak można uznawać jesień za magiczną.
Można.
Ja tak właśnie czuję.
Każdej jesieni spotyka mnie coś dobrego.
A skoro zaczyna się jesień, to zaczyna się magiczny DLA MNIE czas.
Sierpien mija a tu żadnej notki.
Ale ze mnier leń.
A przecież tyle się dzieje.
Im bardziej mam krótkie włosy tym bardziej mnie gdzieś nosi, więcej pomysłow i bardziej wygadana (hahaha)
Początek sierpnia zaczęłam od gigantycznych dołowań.
Każda wolna chwila zamieniała się w kołowrotek idiotycznie napędzanych myśli.
Udało mi się wyjść z tego kołowrotka kiedy stwierdziłam, że muszę wyluzować.
Bo co mi, to da i światu, że będę się użalać, smęcić i snuć ponure dni.
Wylazłam kombinuję na wszystkie strony.
Wróciłam do malowania i rysowania.
Przestałam się przejmować gadaniem rodzinki, wpuszczam jednym uchem i wypuszczam drugim.
Nigdy mi niczego nie tłumaczyli a teraz myślą, że mają prawo mi dyktować, co mam robić.
Choć sami nie wiedzą jak miało, by to wyglądać.
Choć czasem fajnie zobaczyć rodzinkę.
Jak tą na spływie kajakowym.
Gorzej jak płynie sie z bratem i zaliczy wywrotkę z kajakiem.
Ale żyję i mu wybaczam.....
Za kilka dni kierunk Bawaria.
Po mam zamiar zmienić jeszcze bardziej moje życie.
Może uda się w końcu uwierzć mi, że to co tworzę ma sens.
Może uda się z tego zrobić moją przyszłość, taką lepciejszą.
Niż rycie w papierach biurowych.
A i chyba zaczynam odzyskiwać zaginioną wiarę.
Pomału coś się tam tli.
W końcu mądrzejsi ludzie wierzą. Może coś w tym jest.
Poszukam
